wtorek, 26 czerwca 2012

Piazza Cafe, Piotrkowska 134

Z Monaco Cafe nie zostało praktycznie nic, poza Alicją, nasza ukochaną kelnerką.
Niegdyś ciemne, trochę kolonialne wnętrza rozstały rozświetlone jasnymi ścianami, zielonymi poduchami i ciekawym oświetleniem. Zmieniło się zupełnie menu i ceny. Menu jest nieco nudnym, standardowym, włoskim menu, ale jednocześnie jest w tym niezwykle autentyczne. Plus za ciabatty, z różną zawartością.
Piazza Cafe pretenduje do miana prawdziwego włoskiego bistro. Menu obejmuje zarówno śniadania, sałaty, zupy oraz makarony, mięsa i ryby. Z sałat mogę z czystym sumieniem polecić Insalata Cesare, czyli klasycznego cezara.
Śniadanie można tu zjeść cały dzień. Zatem, nawet jeśli wstałeś/wstałaś rano i pierwsze co zobaczyłaś w telewizji to teleexpress możesz tutaj przyjść na jajecznicę lub omlet. Śniadanie dla 2 osób, w skład którego wchodzą do wyboru omlet, jajecznica lub jajko sadzone kosztuje 35zł. Składa się oprócz wymienionego wyżej ciepłego jaja także z koszyczka z pieczywem (mnóstwo mnóstwo go jest), przepysznego serka, który wygląda jak kulki lodów oraz dodatków i do wyboru herbaty, kawy lub soku. Do wyboru także na śniadania wszelkiego rodzaju ciasta, croissanty, bułeczki, bagietki, bajgle, panini i donuty. Co, kto lubi!


Obsługa jest tutaj w dużej większości niedoświadczona, jednak poddawana dobremu szkoleniu, którego byłam świadkiem pewnego poranka. Panie są przemiłe,  większość z nich mówi również po angielsku. Przychodzą tutaj i młodzi i starzy, wszyscy są obsługiwani tak samo. Zapytałam dzisiaj jedną panią na jakim pieczywie jest podawana u nich bruschetta. Pani kelnerka nie wiedziała, ale bardzo uprzejmie przeprosiła i popędziła, co sił w nogach, dowiedzieć się od kucharza. Dowiedziałam się: "Bruschettę podajemy na włoskim chlebie o konsystencji podobnej do ciabatty". Czyli dokładnie wszystko, co chciałam na jej temat wiedzieć. Dobrze doprawiona, jednak następnym razem zamówię bez pesto, za którym nie przepadam w innej postaci niż sos do makaronu.

Bruschetta bez pudła, a nie jest to proste - gratulacje. A porcja - GIGANTYCZNA! Cena: 9zł! Trzy bardzo duże, przepyszne kromki chleba ciabattopodobnego podane na ruccoli.  Porcje są zdecydowanie w Piazzy uczciwe.

O makaronach będzie krótko - te w sosach pomidorowych nie wyglądały najlepiej i według jedzących (sama nie próbowałam) były niezbyt smaczne, jednak te w sosach śmietanowych lepiej.

Cóż - ja serdecznie polecam. Piazza jest czynna od 7.30 do ostatniego klienta. Można tu bardzo długo coś zjeść, jednak gorzej z wypiciem. Koncesja na alkohol obejmuje jedynie piwną koncesję na ogródek. Mam jednak nadzieję, że w Piazzy pojawi się chociaż wino, które byłoby doskonałym uzupełnieniem serwowanych przez nich posiłków.

piątek, 22 czerwca 2012

MEBLOTEKA YELLOW i "owocowy słoik" czyli owocowy wek

W owocowym słoiku zakochałam się podczas Festiwalu Dobrego Smaku. Okazało się, że w ostatnią niedzielę festiwalu jedynym miejscem serwującym desery, jakie odwiedziłyśmy wraz z Be była Mebloteka Yellow, znajdująca się w OFF Piotrkowska. I proszę jakim nosem się wykazałyśmy. Nie dość, że towarzystwo wspaniałe, pogoda doskonała to jeszcze słoik taki, że oblizaliśmy go chyba wszyscy (niektórzy po kryjomu). Wczoraj natomiast nadarzyła się okazja, aby słoik wciągnąć jeszcze raz, gdyż niektórzy (z filharmonii) udali się po jedzenie na drugą stronę mocy (z leżaka do Mebloteki) i przynieśli słoik na wynos.

I mój zakichany, zakatarzony dzień stał się na chwile cudowny. Pomimo, iż dwie inne osoby ładowały mi swoje łyżki w mój malutki słoik, a ja broniłam go rękami i nogami, udało mi się dopaść tego smaku, który sprawia, że jednocześnie jest się na łące, nad morzem, w górach, w szklarni z truskawkami i w latach dziecinnych gdy się jadło biszkopty maczane w herbacie.

Tak, zatem mogę już oficjalnie. Kocham słoik z Mebloteki Yellow. To jest osobiste wyznanie, które niech pozostanie tu na zawsze ahoj.