Centra handlowe często stają się miejscem zbiorowego żywienia tłumnie przybywających tam, zarówno spragnionych przecen czy wspaniałych okazji klientów. A wiadomo, jak człowiek pobiega po takim wielkoludzie, jakim jest Manufaktura z siatami to w pewnym momencie człowieka dopada głód. Od jakiegoś czasu, mam przyjemność pracować w Manufakturze, więc chcąc nie chcąc, temat gastronomii na miejscu mam wyeksplorowany do znudzenia. To będzie notka - przewodnik o tym co jak i gdzie jeść i nie jeść, w Manufakturze i jej bliskich okolicach.
Tawerna Pepe Verde
Tawerna najlepiej znana jest z rozprzestrzeniania zapachu dymu po rynku. Takiego przyjemnego, wędzącego dymu, który powoduje, że człowiek natychmiast staje się głodny. Genialny marketing zapachowy. Przyznam szczerze, że do Tawerny trafiłam dopiero niedawno. Zawsze wydawała mi się masowo prowadzoną gastronomią, w której nie przykłada się wagi do jakości serwowanego jedzenia. Po spróbowaniu mam uczucia mieszane.
Ale może zacznijmy od początku. W przeciwieństwie do Polki, tutaj miła odmiana - rosół 7,5 zł. Zwykły, pospolity, prawdziwy rosół. Ale bardzo smaczny. Lekko podrasowany, ale na to możemy przymknąć oko. Stąd biorą się moje wątpliwości.
Pierś z kurczaka po angielsku. Mam takie doświadczenie, że jeżeli za szybko otrzymuję jedzenie w restauracji to nie jest możliwe robienie dań na bieżąco, zatem albo się odmraża albo podgrzewa, to co już było przygotowane. W Tawernie, jeśli nie zamówisz pizzy (którą siłą rzeczy trzeba przygotowywać na bieżąco) możesz liczyć na szybki posiłek. Dosyć smaczny, jednak wątpliwy jakościowo. Na pewno porcję otrzymasz solidną. Z pewną dozą nieśmiałości, polecam to miejsce. Znam wielu fanów ich makaronów, z których jeden próbowałam i był smaczny.
Hot Spoon - wyspa smaku na morzu Manufaktury
Tajska restauracja Hot Spoon to z pewnością wyspa wielkich smaków. Zdecydowanie ta kuchnia różni się od dotychczas proponowanych azjatyckich i pseudoazjatyckich punktów gastronomicznych. Genialny serwis, przemiła obsługa, która nie dość że doskonale zna serwowane dania to jeszcze jest uprzejma, dowcipna i swobodnie wykonuje swój zawód. Wszystko to sprawia, że wyjście do Hot Spoon zawsze jest dla nas wyjściem niesamowicie przyjemnym, pełnym śmiechu, z którego już jesteśmy w owym miejscu znane. Nawet zastanawiałyśmy się ostatnio czy nie dodają nic na rozweselenie do potraw, bo dopadła nas taka radość nagła.
Menu niezbyt obszerne, a to zawsze jest znak dobry.
Zacznijmy, tradycyjnie, od rosołu - rosół tajski z pierożkami won ton w cenie 16,99. Nietanio. Ale porcja jest na tyle duża, że polecam albo na średni głód, albo polecam nie jeść, bo jest szansa, że nic więcej się nam nie zmieści. Zupa bardzo smaczna, zupełnie inna od wszystkich proponowanych wcześniej w Manufakturze dań. I można liczyć na dosyć szybkie jej przygotowanie. Zatem, nawet jeśli Ci się spieszy, spokojnie możesz iść na zupę do Hot Spoon.
W ofercie mają wybitny wręcz, doskonale przygotowany ryż jaśminowy, którego zawsze warto spróbować, bo jest w nieco innej formie niż ten, znany nam z wcześniejszych dalekowschodnich podróży kulinarnej po łódzkiej mapie gastronomicznej.
W zależności od tego, jak bardzo ostre jedzenie lubicie możecie albo ryzykować bardzo ostro, albo podejść do tematu łagodnie. Obie wersje bardzo smaczne. Szczególnie polecam kurczaka z orzechami nerkowca (26,99 zł).
Bardzo ciekawe miejsce, jedna z najlepszych łódzkich restauracji na ten moment, na pewno czołówka mojego TOP 5.
Serdeczne gratulacje dla właścicieli za odpowiedni dobór personelu, managerki, która wita zawsze gości z uśmiechem oraz za poziom, z życzeniami aby się utrzymał.
Z radosnym pozdrowieniem,
manufakturowa korespondentka
Lu
Tu znajdziecie: Jedzenie i restauracje w Łodzi. Przepisy i komentarze. Historia jedzenia i gotowania. Przyjaciółki w akcji. Strzeżcie się restauratorzy i miłośnicy sody i glutaminianu!
czwartek, 27 września 2012
czwartek, 20 września 2012
Maufaktura (prawie) bez smaku, czyli krótki przewodnik po gastronomicznych punktach w Manufakturze vol. 1 - imperium Magdy Gessler w rodzimej Łodzi
Centra handlowe często stają się miejscem zbiorowego żywienia tłumnie przybywających tam, zarówno spragnionych przecen czy wspaniałych okazji klientów. A wiadomo, jak człowiek pobiega po takim wielkoludzie, jakim jest Manufaktura z siatami to w pewnym momencie człowieka dopada głód. Od jakiegoś czasu, mam przyjemność pracować w Manufakturze, więc chcąc nie chcąc, temat gastronomii na miejscu mam wyeksplorowany do znudzenia. To będzie notka - przewodnik o tym co jak i gdzie jeść i nie jeść, w Manufakturze i jej bliskich okolicach.
Zatem zacznijmy.
Mnogość punktów bardziej lub mniej gastronomicznie strawnych w tym centrum handlowym jest wielka. Można tu zjeść praktycznie wszystko. Sushi, pizza, niby-eco jedzenie, fastfoody maści przeróżnej, pizza, brazylijskie, meksykańskie, kawy i ciasta i lody i gofry i kebaby i wszystko co tylko się da. Brakuje jednak tego, co najprostsze - czyli prostej, uczciwej, polskiej, domowej kuchni. I od tego zacznę.
Najprostszym sposobem zorientowania się, czy restauracja w jakiej się znajdujemy, jest tania czy droga jest szybki rzut oka na menu i na ceny podstawowej zupy (ja patrzę najczęściej na coś rosołopodobnego) na przystawki czyli tatara i śledzia lub carpaccio, które powszechnie w tym kraju można znaleźć w różnych miejscach, oraz na ceny dodatków.
Polskie, pseudopolskie jedzenie można znaleźć w Polce, firmowanej nazwiskiem Magdy Gessler. W mojej opinii, jest to miejsce absolutnie przereklamowane z dramatycznie wysokimi cenami, w stosunku do jakości. Niestety. Jeśli chcesz jednak przeżyć przygodę z Polką, zarezerwuj sobie minimum 2 godziny z życia. Szybkiego obiadu tutaj nie zjesz, nawet jeśli miałaby to być po prostu zupa.
W Polce ceny kształtują się wysoko (jak na jakość).
Za małą bulionówkę zupy trzeba tam zapłacić minimum 12 złotych. Za tę cenę, ja życzyłabym sobie zupy, która może zaspokoić niewielki głód i być na prawdę smaczna. W Polce niestety klient wychodzi zawiedziony. Zupa nieciekawa, nic wielkiego. Pierogi, które Magda Gessler wałkuje namiętnie w swoim telewizyjnym show na cienkie ciasto, niestety zwróciłam. Były rozgotowaną breją. Należę do tego grona klientów, którzy oddają dania. Wiele miejsc nie jest przyzwyczajonych do tego typu praktyk i często moje zwracanie dań spotyka się z buntem na pokładzie. Jednak w inny sposób nie nauczymy, my jako klienci, właścicieli restauracji uczciwości. Weszłam z wielkimi oczekiwaniami. Wyszłam zawiedziona. Ale na pocieszenie mogę powiedzieć, że wystrój ładny.
Zatem Polki nie polecam.
Marcello. To restauracja z rodziny Food Zone, właściciela zarówno Polki jak i MG EAT.
Marcello to włoskie ristorante.
Zacznijmy od zup - rosół (znowu w małej bulionówce) 12 złotych.
Dużo lepiej zarówno smakowo jak i porcją prezentuje się Pappa al pommodoro, czyli toskańska zupa pomidorowa. Lekko słodka zupa z pomidorów, podana z grzankami umaczanymi w tej zupie. Pyszna.
Miejsce smaczne, posiadające w karcie "Tagliata di roast beef - Grillowany rostbef krojony w plastry, podany z rukolą, klarowanym masłem i czosnkiem".
Nie jestem fanką rukoli. Nigdy nie byłam. Zatem po odjęciu rukoli z tego dania okazuje się, że jest niewielkie, ale niesamowicie smaczne. Danie to kosztuje 38 złotych. Raz na jakiś czas można sobie na to pozwolić.
Wszlekiego rodzaju makarony, pasty i elastyczna kuchnia. Nie lubisz czegoś? Może być bez. Mięso zamiast smażonego parowane? Nie ma problemu. U nich da się to zrobić. Bardzo fajny klimat wnętrza. Duży wybór win i świetna obsługa.
Polecam.
MG EAT - niby zdrowy fast food. Kolejny niewypał z krainy FoodZone'owych historii. Niestety, Pani Magdo i ekipo. Fast food ma dwie cechy. Tanio i szybko. Tutaj jest być może szybko - ale znowu cena nie taka. Nie do tej jakości. I powtarza się historia pięknego wystroju, fajnego pomysłu i skiepszczenia cenami. Smutny to widok, kiedy wchodzisz do pustej restauracji, gdzie smutna jest obsługa i marnuje się świeże produkty, bo ich cena jest dużo za wysoka.
W kolejnym odcinku - foodcourt. Czyli wszystko i nic na wielkiej powierzchni.
Zatem zacznijmy.
Mnogość punktów bardziej lub mniej gastronomicznie strawnych w tym centrum handlowym jest wielka. Można tu zjeść praktycznie wszystko. Sushi, pizza, niby-eco jedzenie, fastfoody maści przeróżnej, pizza, brazylijskie, meksykańskie, kawy i ciasta i lody i gofry i kebaby i wszystko co tylko się da. Brakuje jednak tego, co najprostsze - czyli prostej, uczciwej, polskiej, domowej kuchni. I od tego zacznę.
Najprostszym sposobem zorientowania się, czy restauracja w jakiej się znajdujemy, jest tania czy droga jest szybki rzut oka na menu i na ceny podstawowej zupy (ja patrzę najczęściej na coś rosołopodobnego) na przystawki czyli tatara i śledzia lub carpaccio, które powszechnie w tym kraju można znaleźć w różnych miejscach, oraz na ceny dodatków.
Polskie, pseudopolskie jedzenie można znaleźć w Polce, firmowanej nazwiskiem Magdy Gessler. W mojej opinii, jest to miejsce absolutnie przereklamowane z dramatycznie wysokimi cenami, w stosunku do jakości. Niestety. Jeśli chcesz jednak przeżyć przygodę z Polką, zarezerwuj sobie minimum 2 godziny z życia. Szybkiego obiadu tutaj nie zjesz, nawet jeśli miałaby to być po prostu zupa.
W Polce ceny kształtują się wysoko (jak na jakość).
Za małą bulionówkę zupy trzeba tam zapłacić minimum 12 złotych. Za tę cenę, ja życzyłabym sobie zupy, która może zaspokoić niewielki głód i być na prawdę smaczna. W Polce niestety klient wychodzi zawiedziony. Zupa nieciekawa, nic wielkiego. Pierogi, które Magda Gessler wałkuje namiętnie w swoim telewizyjnym show na cienkie ciasto, niestety zwróciłam. Były rozgotowaną breją. Należę do tego grona klientów, którzy oddają dania. Wiele miejsc nie jest przyzwyczajonych do tego typu praktyk i często moje zwracanie dań spotyka się z buntem na pokładzie. Jednak w inny sposób nie nauczymy, my jako klienci, właścicieli restauracji uczciwości. Weszłam z wielkimi oczekiwaniami. Wyszłam zawiedziona. Ale na pocieszenie mogę powiedzieć, że wystrój ładny.
Zatem Polki nie polecam.
Marcello. To restauracja z rodziny Food Zone, właściciela zarówno Polki jak i MG EAT.
Marcello to włoskie ristorante.
Zacznijmy od zup - rosół (znowu w małej bulionówce) 12 złotych.
Dużo lepiej zarówno smakowo jak i porcją prezentuje się Pappa al pommodoro, czyli toskańska zupa pomidorowa. Lekko słodka zupa z pomidorów, podana z grzankami umaczanymi w tej zupie. Pyszna.
Miejsce smaczne, posiadające w karcie "Tagliata di roast beef - Grillowany rostbef krojony w plastry, podany z rukolą, klarowanym masłem i czosnkiem".
Nie jestem fanką rukoli. Nigdy nie byłam. Zatem po odjęciu rukoli z tego dania okazuje się, że jest niewielkie, ale niesamowicie smaczne. Danie to kosztuje 38 złotych. Raz na jakiś czas można sobie na to pozwolić.
Wszlekiego rodzaju makarony, pasty i elastyczna kuchnia. Nie lubisz czegoś? Może być bez. Mięso zamiast smażonego parowane? Nie ma problemu. U nich da się to zrobić. Bardzo fajny klimat wnętrza. Duży wybór win i świetna obsługa.
Polecam.
MG EAT - niby zdrowy fast food. Kolejny niewypał z krainy FoodZone'owych historii. Niestety, Pani Magdo i ekipo. Fast food ma dwie cechy. Tanio i szybko. Tutaj jest być może szybko - ale znowu cena nie taka. Nie do tej jakości. I powtarza się historia pięknego wystroju, fajnego pomysłu i skiepszczenia cenami. Smutny to widok, kiedy wchodzisz do pustej restauracji, gdzie smutna jest obsługa i marnuje się świeże produkty, bo ich cena jest dużo za wysoka.
W kolejnym odcinku - foodcourt. Czyli wszystko i nic na wielkiej powierzchni.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




