Sprawy mają się następująco. Jedziesz rano do Warszawy. Na dworcu Łódź Widzew kupujesz przepyszną kanapkę w samym rogu dworca u miłej pani. Kanapka jest ekstra bo bez ogórka, a pisząca dla Was drodzy czytelnicy ten tekst jest koszmarnie uczulona na zielonego ogórka. Niektórzy twierdzą, że to niemożliwe ale jak wiemy w przyrodzie możliwe jest wszystko. Raz na rok dokonuję śmiertelnie niebezpiecznego testu zżerając kotleta mielonego z ziemniakami i mizerią. Jest to najwyższy najdoskonalszy i jednocześnie mega ryzykowny poziom smaku, który potem powoduje (jak dotychczas co roku) pewnego rodzaju komplikacje. I uwierzcie, że tzw syndrom chińskiej restauracji jest przy tym zwykłym, ćmiącym bólem głowy, którego pozbyć się niezwykle łatwo.
Ale do rzeczy. Na dworcu Widzew zakupić (w niedalekiej odległości od kasy) można coś dobrego do jedzenia. Kanapki które nabyłam ostatnio były z jajkiem oraz kiełkami, bez żadnych zbędnych dodatków. Przyprawiło mnie o radość również to, że nie miała ogórka, gdyż podróż mogłaby się okazać śmiertelnie niebezpieczna zarówno dla mnie jak i dla współpasażerów.
Jednakowoż zmierzam do tego, że Dworzec Łódź Widzew (mimo że na widzewie) jest moim ulubionym dworcem aktualnie. Wiem gdzie pójść, mają moje dane do faktury nikt się nie pyta "ŻE JAK??? WYKRZYKNIK NA KOŃCU???? Pani to sie nie da!" kanapki są spoko a toalety czyste.
Dworzec Centralny w Warszawie po wielu przemianach, które przeszedł wygląda znacznie korzystniej. Znacznie korzystniej również pachnie. Jest jednak kompletną kulinarną pustynią.
Co można zjeść na Centralnym?
Według moich wiadomości niewiele. Miałam dzisiaj chwilę, aby obejść dookoła tzw galerie otaczające perony i znaleźć coś sobie do jedzenia. Nie znalazłam nic.
Możemy zjeść
sztuczne kanapki, ciabatty, faccaccie, bajgle z cofee heaven z datą przydatności prawie dwa tygodnie. Ostatnią sałatkę za*ebał mi pan w kolejce przede mną, bo już postanowiłam się na nią skusić. Niestety nie udało się.
Możemy również zjeść wiele różnych słodkich rzeczy. Ciastka, rogaliki, babeczki, ciasta, ciasteczka. Ale nie tego szukamy! Gdyż wychodząc ze spotkania i pędząc na dworzec w celu jak najwcześniejszego dostania się do naszego miejsca przeznaczenia czyli ukochanej Łodzi jesteśmy głodni. Tak i to bardzo. Możemy zjeść również kanapki mniej sztuczne i dość ładnie pachnące, jednak ich cena - 14,90 za sztukę!
Ja zdaję sobie sprawę z tego, że Warszawa to drogie miasto i że popyt jest to i jest podaż ograniczona, więc cena wzrasta bo czemu by zarobić mniej skoro można zarobić więcej. Jednak litości.
Zatem to co nam zostaje to dziki pęd na 3 piętro Złotych Tarasów, gdzie kupić można rzeczy różne. Głównie FastFood. Niestety. Sałatki ewentualnie od tyłu.
Polecam jednocześnie tym, którzy porwą się na to karkołomne zadanie wsiąść do jakiejkolwiek windy, nie jeździć tymi schodami które mnie ostatnio wywiozły zupełnie nie tam gdzie chciałam. Jeśli zatem dostaniecie sie mili moi już na 3 piętro ZT to pędźcie za FRAGOLA cafe gelateria i tam od tyłu jest winda. Naciśnijcie guzik -1 i jesteście przy przejściu na centralny. Oszczędność (jakże cennego przy wizji odjeżdżającego pociągu) czasu a także równie ważnych - nerwów.
Wasza wracająca łódzka korespondentka.
Lu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz