Wszyscy doskonale wiedzą, że jedzenie po godzinie 18 jest niezdrowe. Można się z tym zgodzić pod warunkiem, że doba owej osoby dla której jedzenie po 18 miałoby być niezdrowe kończy się o 22. U mnie po 22 w kuchni dzieją się rzeczy najciekawsze. Nagle opętuje mnie szaleńcza mania pożądająca kulinarnego uniesienia. Co robić w takiej sytuacji? Nic nie pomoże. Walka z wiatrakami. Odwracanie uwagi poprzez wielokrotne udawanie się do toalety, zmywanie oraz malowanie paznokci, picie wody, zmywanie, sprzątanie, pranie, oglądanie serialu, usiłowanie zasnąć NIE POMAGA! Donkiszotyzm kompletny. Należy poddać się uniesieniu i delikatnie acz z godnością chwycić nóż oraz przygotować deskę do krojenia. Nie odczuwać porażki. Uczucia i żądze należy realizować z/bez (niepotrzebne skreślić) rozsądkiem.
W takich momentach dzieją się takie rzeczy:
Lista zakupów:
1) kulka cielęciny (taki kawałek co jest 'od szynki)
2) woreczki do pieczenia
3) zakłada się, że każdy z czytelników którzy do momentu tego dotrwali ma w zapasie nieco whisky zakupione w promocji Johnego Walkera czyli litr za cenę pół, zatem zakup ten konieczny nie będzie.
4) zioła = tymianek, majeranek, czosnek, zioła prowansalskie, odrobina świeżej bazylii
5) łyżka miodu, trochę oliwy oraz masła, sól i świeżo zmielony pieprz.
Sprawa przedstawia się następująco:
bierzemy woreczek. do woreczka ładujemy mięso. do mięsa ładujemy wszystko jak wyżej wymienione. masła, oliwy, ziół, soli i pieprzu, miodu, czosnku i rozcieramy w tymże worku po mięsie, ładujemy do lodówki na godzinę. Następnie rozgrzewamy piekarnik, ładujemy worek do piekarnika, czekamy obserwując co się dzieje. Piekarnik w temperaturze około stopni 180 - czas pieczenia 1 kg = 1 h 30 minut ale należy obserwować, bo jak przyjaciółka była uprzejma stwierdzić co kraj to obyczaj co piekarnik to inny termostat. Po upieczeniu owej cielęciny wywalamy ją z woreczka do naczynia i kroimy na bardzo cienkie plasterki. Podajemy z sosem który wytworzył się nam w tym cudownym procederze oraz kluskami łyżką kładzionymi które robimy tak:
mąka,jajko,mleko i sól łączymy do gęstości gęstej śmietany (kolejne precyzyjne proporcje).
gotujemy wodę z solą i odrobiną masła. moczymy łyżkę (NAJWAŻNIEJSZE) mokrą łyżką nabieramy pierwszą kluskę i taplając łyżkę w gotującej wodzie pozwalamy jej opaść na dno aby po ugotowaniu jak feniks z popiołu wyłoniła się nagle ukazując nam cały swój wdzięk i urok. czynność powtarzamy do opróżnienia naczynia z ciastem na kluski, wyławiamy wszystkie podajemy wraz z mięsem. patrzymy jak się uśmiechają goście. uśmiechamy się. zalegamy. wychodzimy ze psem lub na spacer po fajki.
| cielęcina w whisky z miodem |
Wasza korespondentka
Lu
02:11 AM dnia 25.01 roku pańskiego 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz