środa, 25 stycznia 2012

whisky w (gardle i) kuchni, czyli prosty przepis na pyszną pieczeń

Czasami w nocy... śnią mi się piraci...

Wszyscy doskonale wiedzą, że jedzenie po godzinie 18 jest niezdrowe. Można się z tym zgodzić pod warunkiem, że doba owej osoby dla której jedzenie po 18 miałoby być niezdrowe kończy się o 22. U mnie po 22 w kuchni dzieją się rzeczy najciekawsze. Nagle opętuje mnie szaleńcza mania pożądająca kulinarnego uniesienia. Co robić w takiej sytuacji? Nic nie pomoże. Walka z wiatrakami. Odwracanie uwagi poprzez wielokrotne udawanie się do toalety, zmywanie oraz malowanie paznokci, picie wody, zmywanie, sprzątanie, pranie, oglądanie serialu, usiłowanie zasnąć NIE POMAGA! Donkiszotyzm kompletny. Należy poddać się uniesieniu i delikatnie acz z godnością chwycić nóż oraz przygotować deskę do krojenia. Nie odczuwać porażki. Uczucia i żądze należy realizować z/bez (niepotrzebne skreślić) rozsądkiem.

W takich momentach dzieją się takie rzeczy:

Lista zakupów:
1) kulka cielęciny (taki kawałek co jest 'od szynki)
2) woreczki do pieczenia
3) zakłada się, że każdy z czytelników którzy do momentu tego dotrwali ma w zapasie nieco whisky zakupione w promocji Johnego Walkera czyli litr za cenę pół, zatem zakup ten konieczny nie będzie.
4) zioła = tymianek, majeranek, czosnek, zioła prowansalskie, odrobina świeżej bazylii
5) łyżka miodu, trochę oliwy oraz masła, sól i świeżo zmielony pieprz.

Sprawa przedstawia się następująco:
bierzemy woreczek. do woreczka ładujemy mięso. do mięsa ładujemy wszystko jak wyżej wymienione. masła, oliwy, ziół, soli i pieprzu, miodu, czosnku i rozcieramy w tymże worku po mięsie, ładujemy do lodówki na godzinę. Następnie rozgrzewamy piekarnik, ładujemy worek do piekarnika, czekamy obserwując co się dzieje. Piekarnik w temperaturze około stopni 180 - czas pieczenia 1 kg = 1 h 30 minut ale należy obserwować, bo jak przyjaciółka była uprzejma stwierdzić co kraj to obyczaj co piekarnik to inny termostat. Po upieczeniu owej cielęciny wywalamy ją z woreczka do naczynia i kroimy na bardzo cienkie plasterki. Podajemy z sosem który wytworzył się nam w tym cudownym procederze oraz  kluskami łyżką kładzionymi które robimy tak:

mąka,jajko,mleko i sól łączymy do gęstości gęstej śmietany (kolejne precyzyjne proporcje).
 gotujemy wodę z solą i odrobiną masła. moczymy łyżkę (NAJWAŻNIEJSZE) mokrą łyżką nabieramy pierwszą kluskę i taplając łyżkę w gotującej wodzie pozwalamy jej opaść na dno aby po ugotowaniu jak feniks z popiołu wyłoniła się nagle ukazując nam cały swój wdzięk i urok. czynność powtarzamy do opróżnienia naczynia z ciastem na kluski, wyławiamy wszystkie podajemy wraz z mięsem. patrzymy jak się uśmiechają goście. uśmiechamy się. zalegamy. wychodzimy ze psem lub na spacer po fajki.

cielęcina w whisky z miodem
pozostając z szacunkiem dla czytelników, spróbowawszy zaledwie jednego malutkiego kawałka udaję się do snu, który mam nadzieję przyniesie nowe fantazje, które poprowadzą mnie do kolejnych udanych bardziej lub mniej kulinarnych ekscesów.
Wasza korespondentka
Lu
02:11 AM dnia 25.01 roku pańskiego 2012


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz